177. Trochę mnie nie było…

No cóż, jak w tytule, trochę mnie nie było…. Ostatnie dwa miesiące w pracy były bardzo ciężkie. Zmiana szefostwa, współpracowników, obowiązków…. niemal wszystkiego. tylko pracodawca został ten sam. Mam tylko nadzieję, że to już koniec tak drastycznych zmian.W tym czasie robótkowo trochę się działo.Dokończyłam wreszcie zielony sweterek bez rękawów dla Młodej (czy ja go przypadkiem nie pokazywałam?):dodatkowo – fioletowo- biała czapka do zimowej kurtki (już na przyszły sezon) Najdłużej zajęło mi pochowanie kilku nitek i przyszycie guzików 🙂 Z włóczki SALSA miałam zamiar zrobić sweterek dla siebie – od góry…. i nawet zamiar powoli wcielałam w czyn… jak widać dawno temu to było, bo czytałam jeszcze “Granatową krew” …, ale źle podzieliłam i wszystko poszło do prucia…. Nawet zaczęłam robić od początku, ale zupełnie inaczej, bo od dołu. Zdjęć nie mam.A teraz aktualnie na tapecie – wiosenny sweterek dla Młodej, ależ te dzieci rosną!!! Też robiony od dołu. Czytam oczywiście kryminał – Louise Penny “Martwy punkt”. Ciekawy, trochę zaskakujący.W Three Pines, malutkiej wiosce pod Montrealem, zostaje zabita miejscowa emerytowana nauczycielka. Wszyscy zgodnie sugerują wypadek na polowaniu, ale inspektor Gamache podejrzewa, że wśród sielskiej przyrody kryje się coś o wiele bardziej złowieszczego. Powoli wychodzą na jaw głęboko skrywane sekrety izolowanej społeczności małej górskiej osady… Muszę poszukać czegoś jeszcze tego autora. Podobno jest cała seria książek o inspektorze Gamache’u. wspólne czytanie  

Powered by WPeMatico