184. Coś tam sobie dłubię.

Sama się zdziwiłam nie tak dawno, że tyle czasu minęło od ostatniego wpisu. Wypomniała mi to też moja koleżanka, która chcąc sprawdzić co mam na drutach – weszła na bloga. A tutaj – NIC. Jesień minęła, zima niedługo też, a na blogu cisza…No cóż, po odpowiedniej motywacji – zebrałam się i coś postanowiłam wrzucić.Z zaległości – jedna z wielu czapek dla Młodego (no cóż, gubią się w szkole i trzeba dziergać kolejne).Dla mnie- zaczęłam zwyklaka dla mnie, ale takiego włochatego. To w ramach utylizacji resztek.Co prawda jest to drugie podejście i mam nadzieję, że teraz wyjdzie dobrze. Poprzednio doszłam do 3/4 wysokości i okazało się że zabrakło włochatej włóczki. Teraz włochata jest użyta co drugi rządek.Czapę zgłaszam też do Turnieju Dziewiarskiego 2016 Intensywnie Kreatywnej. Może zmobilizuje mnie to do systematyki w prowadzeniu bloga? :)Czytam kolejną książkę Katarzyny Bondy. Dość gruba jest, ale czyta się szybko. Jak ktoś lubi kryminały – to polecam. Zaczęłam robić nurmilintu, ale sprułam. Nie wiem, czy podoba mi się tyle francuza. Może zacznę jeszcze raz ale wersję dżersejową? A może połączę nurmilintu z ciągiem Fibonacciego? Podobają mi się takie dziwne chusty/zamoty, zresztą chusty też powstają nowe. Tylko wykończeniówka mnie dołuje – zamykanie takiej ilości oczek.

Powered by WPeMatico